Od wielu lat doświadczeni turyści, ratownicy i przewodnicy apelowali, by turyści zawsze w plecaku zimą mieli raki lub chociaż raczki. Prośby odniosły w końcu skutek i w tym roku setki osób ruszyły w Tatry zaopatrzone w raczki z poczuciem (bardzo mylnym) bezpieczeństwa. O ile pouczający osiągnęli swój sukces, o tyle okazał się on małą puszką Pandory, bo ludzie zaczęli jednocześnie tych raczków nadużywać.

Raki półautomatyczne

Wzrost ilości turystów w Tatrach spowodowany pandemią i utrudnionym podróżowaniem za granicę wywołał istne szaleństwo zakupowe. Sklepy sportowe i górskie jeszcze nigdy nie odnotowały takiego ruchu w interesie. Wyprzedawało się na pniu wszystko – od raczków, przez stuptuty po narty skiturowe. Ruch pieszy może nie wzrósł bardzo, to skitury święciły tryumf jeśli chodzi o liczebność narciarzy. Zapewne spowodowane to było zamknięciem wyciągów. Pojawiło się wiele osób nieprzestrzegających podstawowych zasad poruszania się na szlakach (pieszy zawsze ma pierwszeństwo!!), jak i terenu, w którym narciarstwo można w Tatrach uprawiać. Zakończyło się to m.in. zamknięciem przez TPN Doliny Pańszczycy dla ruchu turystycznego. Brak wiedzy lawinowej i sprzętu też dał się we znaki. Efektem były śmiertelne wypadki lawinowe, również w Karkonoszach. W tym roku Tatry zaatakowali też zmasowani „jabłuszkowicze” – pojawili się nawet na głównej grani Tatr, gdzie w poprzednich latach ich widać nie było. Taki troszkę lunapark czy osiedlowa górka zrobiły się z gór, które jakby nie było mają charakter alpejski… Skupmy się jednak na meritum sprawy, czyli turystyce pieszej.

Turyści-wędrowcy masowo rzucili się na zakup raczków w tym sezonie. Wykupione zostały one we wszystkich możliwych sklepach. Jest to bardzo pozytywny trend, gdyż do tej pory (a i nadal się to zdarza), wiele osób walczyło o życie nawet w dolinkach, nie mając żadnej pomocy na pokonanie twardych, zmrożonych śniegów czy lodu.

Zamarznięty Czarny Staw Gąsienicowy, raki koszykowe

Raczki są łatwo dostępne – można je kupić w niemal każdym sklepie turystycznym, niewiele ważą, mieszczą się bez trudu w plecaku, pasują na każde buty. Poprawiają znacznie bezpieczeństwo. Ale – tylko w niektórych warunkach i przy ograniczonej stromiźnie, bo nie zapominajmy – to nadal zabawka. Fakty te nie zrażają turystów, którzy idą wyżej, stromiej, nadal bez raków, mając mylne wrażenie bezpieczeństwa. Jak to się kończy? W najbanalniejszym przypadku w miarę bezpiecznym zjazdem na przysłowiowych czterech literach. Niestety upadek może spowodować złamanie kończyny, obrażenia kręgosłupa, głowy, a nawet zsunięcie się w przepaść, uderzenie w skałę, w najgorszej opcji w innego człowieka, czy wywołanie lawiny. Wydawałoby się – cóż się może stać? Najwyżej upadnę. Większość wypadków spowodowana jest właśnie „jedynie” upadkiem.

Największy autorytet wśród turystów, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, negatywnie, wręcz z lekkim zaszokowaniem komentuje wypadki w raczkach w trudnym terenie. Proszę zapoznajcie się z cytatami z Kroniki TOPR z aktualnie kończącego się sezonu.

Tuż po 15-tej do TOPR zadzwonił turysta znajdujący się na Suchych Czubach informując, że widział turystę, który obsunął się ze szlaku po stromych śniegach. Zatrzymał się , ale boi się ruszyć. Na nogach ma raczki!, ale nie ma czekana.

 

Tuż po 16-tej do Centrali TOPR zadzwoniła turystka informując, że przed chwilą zsunęła się z Wołowca jakimś stromym Żlebem w kierunku dol. Wyżniej Chochołowskiej. Nie odniosła obrażeń, ale boi się schodzić po stromych śniegach w dół. Z Centrali na Chochołowską wyjechało 4 ratowników , którzy po dojechaniu do schroniska, skuterem podjechali pod Wyżnią Chochołowską i dalej na nartach udali się w kierunku turystki. Po godz. 18-tej nawiązali z nią kontakt głosowy, a przed 18.30 dotarli do niej. Okazało się, że turystka wybrała się sama na Wołowiec. We mgle, wietrze i padającym śniegu, pomyliła kierunek zejścia i z wierzchołka zaczęła schodzić stromym żlebem w kierunku NE. Mając na nogach raczki poślizgnęła się na stromych śniegach i zjechała około 300 m, zatrzymując się w dolnej części żlebu. Turystka może mówić o sporym szczęściu, że zsuwając się nie uderzyła w skały. Tym razem Anioł Stróż był na miejscu.

 

Przed godz. 12.30 do TOPR zadzwonił turysta informując, że podczas podejścia na Zawrat zsunął się Zawratowym Żlebem, gubiąc po drodze czekan. Oprócz strachu spowodowanego zdarzeniem nic mu się nie stało, ale prosi o pomoc w zejściu. Naprzeciw turyście wyruszył ratownik pełniący dyżur na Hali Gąsienicowej, który w rejonie Czarnego Stawu napotkał 3 schodzących turystów w tym tego, który zsunął się po śniegach w żlebie. Okazało się, że spotkani turyści rano we trójkę wyruszyli z Hali na Zawrat. Dwóch z nich miało raki i czekany, trzeci, ten, który się zsunął, miał czekan, a na nogach raczki. Turyści, którzy szli w rakach, szybciej i bezpiecznie wyszli na Zawrat i tam czekali na kolegę. Nie mogąc się doczekać i dodzwonić do niego, zaczęli schodzić Zawratowym Żlebem, natrafiając na czekan kolegi. Schodząc niżej natrafili i na niego i razem zaczęli schodzić w kierunku Czarnego Stawu, gdzie spotkał ich idący im naprzeciw ratownik.

 

Przed godz. 14.30 do TOPR dotarła informacja, że podczas podejścia na Zawrat utknął w górnej części Żlebu turysta. Jest zmarznięty, na nogach ma tylko raczki. Boi się ruszyć. Wystartował śmigłowiec.

 

O godz. 16.05. do TOPR dotarła informacja, że podczas zejścia z Rysów spadł turysta. Wystartował śmigłowiec. Z jego pokładu dostrzeżono turystę znajdującego się około 100 m powyżej Buli pod Rysami. Ratownicy desantowali się w pobliżu. Po zaopatrzeniu i włożeniu do noszy, został on wraz z ratownikiem wciągnięty windą na pokład śmigłowca i przetransportowany do szpitala. Jak się okazało schodził on zaśnieżoną Rysą. Zamiast raków, na nogach miał raczki, nadające się bardziej zimą na Krupówki niż w góry. Poślizgnął się, z ręki wypadł  mu czekan, tak, ze nie miał czym wyhamować upadku. W wyniku zsuwania się po stromych śniegach i uderzeń o wystające kamienie doznał ran głowy, potłuczenia  (urazu?) kręgosłupa, miednicy i mocnych, głębokich otarć.

Można by pomyśleć, że nikt w raczkach nie wybierze się w Tatry Wysokie poza Regle czy Morskie Oko. A tu szlaki z najwyższej półki – Rysy, Zawrat od Hali Gąsienicowej. Suche Czuby również nie należą do najprostszych tras, powiedziałabym, że są ex aequo z Giewontem najtrudniejsze. Wołowiec to jak najbardziej wymagający szczyt, szczególnie jeśli jest ślisko, obowiązkowy jest tam też czekan. Gdyby turyści mieli na sobie raki, a powinni, gdyby poprawnie potrafili używać czekana i nim hamować, być może nie doszłoby do żadnych wypadków.

Ćwiczenia przygotowujące do hamowania czekanem, Dolina Pięciu Stawów Polskich

Już nawet podejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich wymaga raków, przy oblodzeniu czekana, a tam ludzie w adidaskach, co ambitniejsi w raczkach, w miejskich podkładkach antypoślizgowych na lakierki, parada nieodpowiedzialności. Zjeżdżają w stylu dowolnym – na tyłkach, na głowach, wykręcając toe loopy, axle i flipy z wpiętym żelastwem w buty, bez czekana, gubiąc czapki i dorosłość, w końcu ze strachem zaglądającym w oczy wszystkim turystom – i tym rozpędzonym, niepotrafiącym zatrzymać się i tym, w których mogą nieroztropnie wjechać – wyrywają drzewka z korzeniami szukając rozpaczliwie hamulca. Dupozjazdy są fajne, przydatne, ale tylko te kontrolowane czekanem i bez raków są bezpieczne. Wymuszone przez kiepski sprzęt bywają naprawdę zagrożeniem dla wszystkich znajdujących się w otoczeniu czy zasięgu potencjalnej lawiny.

Jak więc dobrać odpowiedni sprzęt do trasy wycieczki?

Przede wszystkim należy się pozbyć przywiązania do sprzętu i absolutnie nigdy nie patrzeć na to co mamy w domowej skrytce górskiej. Najpierw musimy zbadać, czego potrzebujemy, czy  umiemy tego używać, a potem to ew. wyciągniemy z szafy, pożyczymy lub zmienimy plany. Innej drogi nie ma.

Gdzie idealnie sprawdzą się raczki*?

* pisząc „raczki” myślę o raczkach z ostrymi ząbkami pod całym butem oraz otokiem gumowym dobrze je utrzymującym na obuwiu.

Zachęcam do zapoznania się z moim obszernym artykułem na temat raczków właśnie.

Bez zastanowienia przy twardym śniegu raczki zabieramy na wszystkie wycieczki dolinkami tatrzańskimi dopóki nie zaczniemy podchodzić stromymi progami lub na grań. Będzie to Morskie Oko, schronisko w Dolinie Roztoki, Rusinowa Polana, Wiktorówki, Murowaniec z Brzezin i Kuźnic, Kalatówki, Hala Kondratowa, Polana Strążyska, Hala Ornak, Polana Chochołowska. Uznajmy Ścieżkę nad Reglami za górną granicę, gdzie używamy raczków. Jedynym wyjątkiem będzie Grześ, gdzie także raczki też dadzą radę.

Powyższe trasy pokonamy jedynie w raczkach, ale z pewnym wyjątkiem. Absolutnie nie sprawdzą się przy ociepleniu oraz przy grubej warstwie puchu na lodzie. Zęby raczków są za krótkie (ok 1.5cm) i łatwo zapchają się puchem lub przyklejonym mokrym śniegiem, a nie mogąc dosięgnąć lodu nie dadzą nam absolutnie nic. Zmorą jest też przy ociepleniu otrzepywanie podeszwy co chwilę by usunąć z niej białą pigułę, żeby nie iść jak w chodaku. Raczki nie posiadają rozwiązania obecnego w rakach – podkładki antisnow – która zapobiega przyklejaniu się śniegu od spodu. O ile na drodze do Morskiego Oka nic nam nie grozi przy upadku (poza złamaniami, wpadnięciem pod konia czy uderzeniem głową w skałę), o tyle idąc na Sarnią Skałę od strony Doliny Strążyskiej lub na Nosal od Ronda Jana Pawła II z zapchanym raczkiem można ześlizgnąć się stromiznami prosto w drzewo. Niebezpieczne.

Pęknięty raczek

Raczki niestety mają też tę wadę, że lubią sobie strzelić. Pęka guma, pękają metalowe oczka. Najprędzej stanie się to na stromym lub jeśli wpakujemy w nie za dużego buta. A jeśli mamy za małe raczki na stromym stoku to pękną na pewno. Ta duża wadliwość też rodzi pewne spostrzeżenia, że nie do końca jednak warto im zawierzać swoje życie.

Wszędzie, gdzie raczki się nie bardzo nadają – czyli poza wymienionym wyżej terenem – potrzebne są raki. To solidny sprzęt, dość pewny, choć naturalnie zdarzają się awarie – pękają łączniki, czy plastiki. Fakt, że komuś udało się wejść gdzieś wyżej w raczkach, nie świadczy o tym, że był tam bezpieczny. Nie przeceniajmy tej gumowej zabawki. Raki to jedyny słuszny sprzęt na stromizny, „betony”, czyli zmrożone śniegi, stromy lód, podejścia z elementami wspinaczki skalnej. Raczki nie posiadają zębów atakujących tak doskonale przystosowanych do trudnego terenu.

Wiele osób czuje nieuzasadnione obawy przed używaniem raków, dlatego w cyklu kolejnych artykułów spróbuję je rozwiać.

Możesz wspierać regularnie moją pracę na Patronite!

 

Lub jednorazowo przez darowiznę na Zrzutka.pl!

Dziękuję!